4. Zabawa z ogniem




Got to think about all the people I can have sex with now.
I'm not obsessed with sex,
I just can't stop thinking about it.
The performance of it.
The awkwardness of it.
The drama of it.
The moment you realise someone wants your body.
Not so much the feeling of it.
Fleabag - S01E02


"Zdziwniejsze i zdziwniejsze!" – Alicja zawołała, a ja pomyślałem. I tak jak ta mała ćpunka, ja też nie wiedziałem, którą drogą powinienem pójść. Ale skoro nie miałem pojęcia, dokąd zmierzam, to i tak nie miało znaczenia – każda droga mogła mnie tam zaprowadzić, prawda, Kocie?

A droga, którą wybrałem, zaprowadziła mnie w głąb króliczej nory – do świata aplikacji randkowych. Dwa tygodnie po rozstaniu umówiłem się na pierwszą randkę z jakimś latynoskim gościem ze Stanów (do dziś nie pamiętam, jak miał na imię), który w ogóle nie był w moim typie, ale skoro gadaliśmy przez dwa całe dni na Tinderze, pomyślałem, że spróbuję – nie zaszkodzi. Oczywiście pożałowałem tego w chwili, gdy go zobaczyłem. Okazało się, że jest trochę... kobiecy. Nie femme, nie przesadnie zniewieściały, ale miał tak jakby... tę oczywistą gejowską cechę.

W momencie gdy go zobaczyłem, wiedziałem, że nic z tego nie będzie, więc po okropnie długim spacerze i kolacji powiedzieliśmy sobie do widzenia i nigdy więcej nie zamieniliśmy nawet słowa. Może wyczuł mój brak zainteresowania, może ja też nie byłem w jego typie – nie wiem. Następny był Matthew. Och, Matthew. Mój pierwszy Afrykanin (tak się sam nazywał, więc żeby przypadkiem nikogo nie urazić, wolę użyć słowa, którego sam użył). I mój pierwszy obrzezany penis. No tak, w końcu mogłem zobaczyć, o co tyle hałasu. Oczywiście nie planowaliśmy seksu – żadne z nas tego nie powiedziało wprost, miała to być randka z filmem. Ale wszyscy wiemy, co oznacza Netflix i chill.

Minęło więc niewiele czasu od początku filmu, gdy chwycił moją rękę i zaczął mnie agresywnie całować. Myślę, że można śmiało powiedzieć, że jego usta były wielkości połowy mojej twarzy, a sama dolna warga mogła wypełnić mi całe usta – więc dla białego chłopca z postkomunistycznej dziury był to dość niecodzienny widok, wierzcie mi. Ku mojemu zaskoczeniu uprawialiśmy dobry, może nawet świetny seks – namiętny, długi, gorący, zmysłowy. I odkryłem, że nie jestem wielkim fanem obrzezanych przyrządów, wciąż wolę wersję z kapturkiem. Przez cały czas bałem się, że sprawię mu ból, kiedy używałem ręki – więc nie, dziękuję bardzo, nie mam nieskończonych zapasów śliny.

Nie był w moim typie, nie czułem do niego pociągu, ale świetnie do siebie pasowaliśmy w łóżku – wszystko, co robiliśmy, było po prostu naturalne, bez skrępowania ani niezręczności, zwykły fantastyczny seks. I wiem doskonale, że tak nie jest zawsze. Wiecie, o czym mówię – niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie miał złego seksu. Czasem zastanawiam się, od czego to zależy, co za tym stoi. Kompatybilne feromony? Wrodzone umiejętności? Doświadczenie? A może po prostu dobrze do siebie pasujemy z pewnymi ludźmi? Idziesz z kimś do łóżka i wszystko idzie jak z płatka – gładko i zachwycająco. A innym razem jest tak źle, że masz ochotę na nich wrzasnąć, zarzucić na siebie ciuchy i uciec co sił w nogach. Kolejne grube sito przy randkowaniu – jakby i tak nie było już wystarczająco trudno znaleźć tego jednego, szczególnego idioty.

Niestety, gdy skończyłem w łóżku, skończyłem i z nim. Tak mi się zawsze zdarzało przy seksie z kimkolwiek, zanim pojawił się Pan M. Po wszystkim chciałem po prostu jak najszybciej się stamtąd wydostać. Wiem, jak to wygląda – pewnie zastanawiacie się, po co w takim razie to robię z facetami, do których aż tak bardzo mnie nie ciągnie. Mogę tylko zacytować Phoebe z Przyjaciół: He might not be my soulmate but a girl's gotta eat. Ale wróćmy do Matthew – gdy się ubierałem, marząc o wyjściu z jego mieszkania, zapytał, czy jestem głodny, chciał, żebym został, żebyśmy obejrzeli coś razem do końca, to całe romantyczne bla bla bla.

Ale nie mogłem. Napisałem do mojej najlepszej przyjaciółki z prośbą, żeby do mnie zadzwoniła i powiedziała, że coś się stało – żebym miał powód do wyjścia. Na szczęście to zrobiła, więc biedny Matthew uznał, że to nagły wypadek i nie mogę zostać. Potem go olałem – okrutnie i bez litości. Ale nie martwcie się, kilka tygodni później pogadaliśmy, przeprosiłem go, powiedział mi, że przeprowadził się do mojego rodzinnego miasta na studia, pisaliśmy do siebie przez kilka tygodni, a potem oznajmił mi, że mnie kocha – więc naprawdę, bez urazy.

Potem pojawił się Michał. Mój największy żal i największy błąd, jaki kiedykolwiek popełniłem przy randkowaniu. I tutaj muszę coś wyjaśnić. To, co robiłem przed Panem M. i po nim, było bardzo nieodpowiedzialne, a czasem głupie. Ryzykowne. Chodziłem do kogoś na „oglądanie filmu", doskonale wiedząc, że nie skończy się na samym filmie. I robiłem to z facetami, którzy zwykle byli w moim typie – więksi ode mnie, silniejsi, starsi. Czasem byli nawet dwa razy więksi, więc gdyby chcieli, mogliby ze mną zrobić co im się podoba, a ja mógłbym co najwyżej ich trochę połaskotać. Było to ryzyko i niebezpieczeństwo, które często ignorowałem. Bawiłem się z ogniem, umawiając się z nieznajomymi, którzy mogli być psychopatami, dziwakami, fanami sado-maso.

Patrząc wstecz, czułem się czasem jak jagnię idące do lwiej jaskini. Ale nie byłem kompletnym idiotą – zazwyczaj pisałem do któregoś z przyjaciół, dokąd idę i z kim. I w ostatniej chwili rezygnowałem, jeśli czułem, że coś jest nie tak z danym facetem. Tym razem tego nie zrobiłem. Byłem tak zestresowany, że zacząłem wątpić, czy w ogóle powinienem do niego iść, ale powiedziałem sobie, że to tylko lęk przed ponownym randkowaniem, przed spotkaniem z nieznajomymi – co nie jest łatwe po sześcioletniej przerwie. Tyle że przed spotkaniem Amerykanina czy Matthew albo innych facetów, za mało interesujących, żeby ich tu wymieniać, nie czułem takiego niepokoju. Ten fakt wolałem zignorować – i zapłaciłem za tę głupotę cenę.

Zignorowałem instynkt, ogoliłem się, wziąłem prysznic, odświeżyłem i pojechałem do niego. To była część miasta, w której nigdy jeszcze nie byłem, trochę się zgubiłem, więc wyszedł mnie poszukać, a gdy znalazł, zaprowadził do swojego mieszkania. Było już ciemno, zimno i lało, gdy go zobaczyłem. Był duży, miał na sobie bluzę z kapturem, ale widziałem, że jest przystojny jak sam diabeł. Wyglądał jak facet, który w klubie ignoruje każdego zwykłego śmiertelnika, dopóki najładniejszy z nich nie okaże się godny jego uwagi. Ktoś, kto w normalnych okolicznościach nie zwróciłby na mnie większej uwagi.

Gdy weszliśmy i zdjąłem kurtkę, podszedł do blatu oddzielającego kuchnię od salonu, w rogu którego stało łóżko. Wysypał kilka tabletek na talerz i wciągnął proszek, którym się stały. W tej chwili wiedziałem, że w końcu się to stanie – w końcu się sparzę. Pytanie tylko, jakiego stopnia będzie to oparzenie. Nie rozmawialiśmy – po prostu zapytał, czy też chcę, ale odmówiłem. Potem usiadł na kanapie, kazał mi stanąć przed nim i powoli zdjąć koszulę. Gdy zobaczył, że mam pod spodem t-shirt, kazał mi go zdjąć, założyć koszulę z powrotem i znów ją zdjąć. Powoli, patrząc mu w oczy. Wyjął swojego miękkiego penisa i zaczął się nim bawić, a ja wciąż stałem tam, czując się jak idiota.

W końcu kazał mi usiąść obok i zaczął mnie dotykać drugą ręką. Potem uderzył mnie w pierś – dość mocno. Kazał mi uklęknąć i bawić się jego miękkim penisem. Miał to szaleństwo w oczach, źrenice powiększone, narkotyki zaczęły już działać. Ciągle patrzył mi w oczy, a ja byłem po prostu przerażony. Jeszcze mu nie stanął – powiedział, że to normalne, że lubi bawić się powoli i że narkotyki mu w tym pomagają. Zaczął dużo gadać. Opowiadał, co lubi robić, jak traktować swoją dziwkę, co jej robić. Po chwili kazał mi wstać, stanąć z boku i powoli rozpinać spodnie, chciał żebym się dotykał. Mówił nieustannie – a pomiędzy tymi wszystkimi bzdurami płynącymi z jego ust dawał mi kolejne rozkazy. Jak i gdzie siedzieć, jak stać, jak go dotykać i ssać. Żeby zakładać koszulę i ją zdejmować, zdejmować spodnie i zakładać z powrotem.

Przez cały czas losowo mnie uderzał – w pierś, nogi, głowę, twarz. Z każdym uderzeniem wściekłość we mnie rosła, ale nie przerosła strachu – może tak było lepiej. Przez cały ten czas bałem się, że jeśli czegoś nie zrobię tak jak chce, stanie się agresywny i zrobi coś znacznie gorszego niż mocne klapsy. A gdy gadał bez przerwy, ja myślałem tylko o tym, jak go tu i teraz zabić. Ale był duży, silny i naćpany. W pewnym momencie rzucił mnie na łóżko, wlazł na mnie i opowiadał, jak lubi to robić, jak mocno i szybko. Zapytał, czy jestem gotowy – powiedziałem, że nie. Wciąż patrząc mi prosto w oczy z tym czystym obłędem i lekkim uśmiechem, przez chwilę symulował seks, a potem powiedział, żebyśmy wrócili na kanapę.

Modliłem się, żeby w końcu doszedł, żeby to się skończyło. Ale ciągnęło się i ciągnęło, a jego penis raz twardniał, raz znów miękł. Nigdy w życiu nie czułem się tak bezsilny. W pewnym momencie zaczął podziwiać moje umiejętności, pytał, czy już to robiłem, mówił, że jest pod wrażeniem, że nie musi mi już tak często mówić, co robić. Ale to nie było trudne do rozszyfrowania. Po dwudziestu, trzydziestu rozkazach miałem już pełny obraz tego, co go podnieca i co lubi. Wolałem więc być posłuszny i mu dogodzić, żeby to jak najszybciej skończyć. Ledwo mogłem mu patrzeć w oczy – oczy pełne głodu i pożądania.

W końcu, może po dwóch godzinach, zapytał, ile jeszcze mam czasu – skłamałem, że jakieś pół godziny. Skończył dokładnie wtedy, gdy mój rzekomy czas dobiegł końca, nareszcie. Podał mi ręcznik do wytarcia, a potem zmienił się zupełnie. W chwili gdy doznał orgazmu, stał się normalnym człowiekiem. Jakby ostatnie dwie i pół godziny w ogóle nie istniały – mówił mi, jak dobrze wyglądam w koszulach, pytał, czy zawsze jestem taki cichy. No cóż, przez większość tego czasu milczałem, powiedziałem może kilka słów. Gdy paplał, jakby nic się nie stało, ja zbierałem swoje rzeczy z podłogi i wtedy zobaczyłem na szafce obok kanapy zdjęcia, na których pozował z rodziną. Michał z żoną i dziećmi. Ani trochę mnie to nie zaskoczyło ani nie zdziwiło.

Gdy wróciłem do domu, od razu poszedłem pod prysznic. Nigdy nie rozumiałem, o czym mówią w filmach, gdy ktoś po gwałcie czuje się tak brudny, że musi się natychmiast umyć. Teraz zrozumiałem – choć mnie nie zgwałcono. Ani razu go nie powstrzymałem, nie powiedziałem, że tego nie lubię, że w rzeczywistości się go boję i całej tej sytuacji. Nic nie zrobiłem – byłem tylko lalką do seksu, niewolnikiem wykonującym jego rozkazy.

Mój umysł po prostu opuścił ciało, jakbym obserwował całe zdarzenie jak film. A jednak czułem się upokorzony i tak brudny – nawet po prysznicu wciąż wyczuwałem go na całym ciele, wciąż go czułem. Ale tej nocy nic innego nie czułem. Dopiero następnego dnia do mnie dotarło i przez cały dzień miałem ochotę płakać. Idąc do pracy, nie mogłem nawet patrzeć na mijających mnie mężczyzn. A jeśli zrobiłem to przez przypadek, chciało mi się wymiotować. Widać to było na mojej twarzy nawet przez maseczkę, bo w pracy pytali, czy wszystko w porządku.

Oparzyłem się tamtego dnia. Niezbyt mocno, ale nie było to doświadczenie, o które prosiłem i które chciałem ze sobą nosić. Czy uczyniło moje życie ciekawszym? Coś ze mną zrobiło – na jakiś czas. Prawie usunąłem wszystkie aplikacje randkowe, ale ostatecznie tylko przez kilka dni ich nie sprawdzałem i tyle. Ostatecznie całe to zdarzenie wyblakło. Zacząłem o nim zapominać i iść dalej. Nie dostałem żadnego PTSD ani innej traumy. Niedługo potem byłem w stanie znów patrzeć na mężczyzn i wrócić do randkowania – tyle że byłem odrobinę ostrożniejszy.

Czy czegoś mnie to nauczyło? Tak – utwierdziło mnie w jednej rzeczy. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem takiego seksu, ale w przeszłości o nim myślałem. Może czasem była to moja fantazja, którą chciałem spełnić przynajmniej raz. Uważaj, czego pragniesz? Niechcący moje marzenie ożyło i przekonałem się, że to nie moja bajka. Zdecydowanie nie w moim guście. Oglądasz porno, słyszysz różne historie. Zastanawiasz się, jak to jest – ten obraźliwy seksualny bełkot, ktoś całkowicie tobą dominujący, kontrolujący twoje ciało, brutalny, gwałtowny. Może jest inaczej, gdy robisz to z kimś, kogo lepiej znasz – partnerem, chłopakiem, dziewczyną. Gdy wiesz, że jesteś bezpieczny i możesz użyć jakiegoś bezpiecznego słowa, żeby to przerwać, gdy coś pójdzie za dużo. Może. Z pewnością nie jest to w porządku z obcym, którego w ogóle nie znasz, który wziął narkotyki i po prostu nie wiesz, czego się po nim spodziewać.

Ale czy to nie jest śmieszne, w pewnym sensie? Wyszedłem ze związku z Panem M. i próbując go wypędzić z serca, zamiast spokojnie i grzecznie randkować z nudnymi, szarymi facetami, popełniałem głupie i nieodpowiedzialne błędy. Jak spotkanie tego psychola, Michała, albo innych facetów, których teraz nie pamiętam. Potem zostałem okradziony w gejowskim klubie (ale bez obaw – odzyskałem wszystko od złodzieja). Co mogło być dalej? Jakiś facet proszący mnie o wzięcie dla niego pożyczki? Ktoś próbujący mnie sprzedać do burdelu w Niemczech? Ze zdrętwiałej gospodyni domowej – w dziwkę i imprezowe zwierzę. Muszę jednak przyznać, że Michał pomógł mi uświadomić sobie jedną rzecz.

Seks niewiele dla mnie znaczył, a jednocześnie był wszystkim. Był ekscytujący, wpuszczał trochę adrenaliny do systemu, przyspieszał oddech... Spotkanie nieznajomego, patrzenie jak się rozbiera, odkrycie, co ma w spodniach, dopisanie nowego penisa do listy, rozbieranie się samemu, świadomość, że on mnie pragnie, choćby tylko na chwilę. Uczucie ciężaru cudzego ciała na własnym ciele. Bliskość, dotyk skóry. Zwykłe całowanie. Przez chwilę było to piękne, tak jak powinno być – ale gdy wszystko się skończyło, gdy nasze potrzeby zostały zaspokojone, czułem tylko niechęć do nich. Nie działało to na mnie – natychmiast tego żałowałem, tak jak ludzie żałują picia, gdy mają kaca następnego ranka.

Okazało się, że potrzebowałem poczuć coś więcej niż tylko pragnienie i pożądanie, żeby uprawiać seks – żeby był dobry i właściwy, żeby ta satysfakcja trwała dłużej niż sekundę po tym, jak skończyliśmy. Żeby był czymś mniej czysto zwierzęcym i prymitywnym. Niechcący, nieszczęśliwy tatusiek dominator nafaszerowany narkotykami uświadomił mi to z czasem. Zawsze wiedziałem, że tam jest – to niebezpieczeństwo spotykania nieznajomych i chodzenia do ich mieszkań. Nigdy nie myślałem, że mi się to przydarzy, ale chyba wiele osób tak myśli o wielu innych rzeczach. Rak też jest gdzieś tam, ale nam się nie przydarza. Gwałt istnieje. Morderstwo. Nas to bezpośrednio nie dotknęło – możemy o tym tylko czytać w internecie albo współczuć komuś, kogo zna ktoś kogo sami znamy. Dlaczego mielibyśmy się bać? Nas to nie dotyczy, nam się to nie przydarzy. Dopóki się nie przydarzy.

Zbyt wiele o tym nie myślałem po tym zdarzeniu, ale teraz widzę, że zmieniło mnie w pewien sposób. Przypadkowy seks przestał mi wystarczać, a przypadkowi nieznajomi czy moi randkowi partnerzy próbujący ze mną tańczyć w klubie nagle zaczęli mnie irytować i skłaniać do wcześniejszego wychodzenia z imprezy.