5. Daddies Are Issues

 



You taste like the Fourth of July,
Malt liquor on your breath, my, my,
I love you but I don't know why,
You can be the boss, daddy,
You can be the boss,
Taste like a keg party, back on the sauce,
I like you a lot,
I like you a lot
You Can Be the Boss - Lana Del Rey

(and then I regret it
a lot)


Czy to nie wspaniałe, jak funkcjonuje nasze społeczeństwo? Przeciętny, zupełnie zwykły, heteroseksualny facet narozrabia, a potem to ich porzucone dzieci, kobiety i geje są zawstydzani za posiadanie kompleksów i daddy issues. Nagle to my jesteśmy odpowiedzialni za naprawienie bałaganu stworzonego przez naszych nieobecnych lub po prostu toksycznych ojców. Oni się bawili, my odchorowujemy kaca. Na szczęście mój umarł, kiedy miałem 16 lat, i kiedy odebrałem telefon od jego partnerki, jedyna myśl, jaka mi przyszła do głowy, brzmiała: Wow, w końcu coś mi się przydarzyło jak w filmie. Tak, zupełnie mnie to nie obchodziło, tak samo jak przez całe moje życie nie obchodziłem go ja. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że ten zupełnie nieważny dla mnie człowiek i jego nieobecność w moim życiu tak mocno wpłyną na moje życie miłosne i staną się powodem, dla którego moim typem jest wysoki, postawny facet o silnej woli i masywnych udach. Szczęściarz ze mnie.

Zabawne, jak faceci, z którymi zacząłem umawiać się po tym, jak pan M. zniknął z mojego życia, zawsze przychodzili parami. Tym razem byli to dwaj tatusiowie — Mason, umiarkowanie bogaty prawnik ze Stanów, który napisał kilka książek i miał ładny dom w Oregonie, oraz Ulrik, inny prawnik, expat mieszkający w Warszawie w jednej z najlepszych dzielnic, w świetnym apartamencie. Dwóch Latynosów, obaj po czterdziestce, obaj napisali do mnie pierwsi, po czym po jakimś czasie wyparowali bez powodu, gdy wszystko szło znakomicie. Thank you for playing with me! Jak powiedziałaby ta dziewczyna z pierwszego sezonu Squid Game.

Pierwszy był Ulrik, który napisał do mnie pierwszego dnia, gdy założyłem Tindera. Był diabelnie przystojny — i to mi na początku wystarczyło. Niestety okazał się chodzącą czerwoną flagą, bo nasza pierwsza drama wydarzyła się może już drugiego dnia i — co zaskakujące — nie była przeze mnie spowodowana. Od początku mówił, co ze mną zrobi, dokąd mnie zabierze... a ja byłem sceptyczny. Zbyt wiele osób mnie wcześniej zawiodło i nie dotrzymało słowa, więc zasugerowałem, żebyśmy może poczekali do pierwszej randki — żeby sprawdzić, czy w ogóle się lubimy na żywo — zanim będziemy planować wspólne wyjazdy do Hiszpanii.

Zachował się jak rozpieszczone dziecko i zaczął obwiniać mnie za to, że jestem Polakiem, bo podobno wszyscy jesteśmy tacy sami — sceptyczni, negatywni i tak dalej. O ile częściowo przyznałem mu rację, o tyle odmówiłem brania odpowiedzialności za to, co zrobili mu inni Polacy w przeszłości. To nie moja wina, to nie mój problem. Powinienem był wtedy skończyć, ale po rozwiązaniu tej małej kwestii przeszliśmy na WhatsAppa i zaczęliśmy pisać do siebie jeszcze częściej.

Potem wydarzyła się kolejna drama z jego inicjatywy i skończyłem to raz na dobre. Wtedy pojawił się Mason i go zastąpił. Odezwał się do mnie na OkCupid (które bardziej powinno się nazywać: what the fuck, Cupid?), zaczynając rozmowę od pytania, czy byłem kiedyś w krainie wolności, brutalnej policji i ludzi z nadwagą. Jackpot! Oczywiście odpowiedziałem, że nigdy, ale zawsze chciałem odwiedzić ten piękny kraj zbudowany na grobach rdzennych Amerykanów. Zaczęliśmy pisać do siebie codziennie, rozmawiać przez telefon co kilka dni i nagle prawie przestałem myśleć o panu M. Gadaliśmy o wszystkim — co moglibyśmy razem robić, gdzie podróżować, jaki niesamowity seks moglibyśmy uprawiać.

Dawał mi nawet małe i bardzo subtelne sygnały, że potrzebuje kogoś, kto mógłby urządzić mu dom od nowa. Och, to było cudowne. Głupie i naiwne — oczywiście — ale skutecznie odsuwało nieuchronne załamanie po niedawnym rozstaniu. Niestety on też był chodzącą czerwoną flagą, przede wszystkim przez uzależnienie od OkCupid i spędzanie tam każdej wolnej chwili. I przede wszystkim — po co facet z USA szuka twinka mieszkającego po drugiej stronie globu?

Nie był moim typem, ale łącząca nas nić porozumienia mi wystarczyła, bo mogliśmy rozmawiać o wszystkim. Wstawałem wcześnie rano, żeby zdążyć przed jego snem, potem on zarywał noc, żebyśmy mogli dłużej pogadać. Niestety, mój pijany język nie potrafił milczeć o tym, co zauważyłem, wywołałem dramę, potem kolejną i na jakiś czas skończyłem z nim wirtualną przygodę. A wtedy wrócił Ulrik — rzekomo odmieniony — i w końcu się spotkaliśmy. W zasadzie ci dwaj wchodzili i wychodzili z mojego życia jak dwa magnesy — gdy jeden wypadał, drugi od razu wskakiwał na jego miejsce. Kiedy spotkałem się z Ulrikiem, mieliśmy razem niesamowity czas, tak jak i z Masonem — tyle że wirtualnie.

Nasza pierwsza randka w jego mieszkaniu była po prostu idealna. Drogie wino, nieprawdopodobnie dobra szynka ze świń karmionych wyłącznie orzechami laskowymi — smakowała jak masło, a dla mnie, osoby, która przez kilka lat nie jadła nabiału, był to prawdziwy orgazm kulinarny. Trochę się podchmieliliśmy, a potem już porządnie upiliśmy. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, aż w pewnym momencie, kiedy poszedł do kuchni po więcej wina, wstałem z kanapy i podszedłem do jego regału z książkami. Udawałem, że mnie interesują, a gdy wrócił, połknął haczyk. Stanął za mną, objął mnie i pocałował w szyję. Zrobił dokładnie to, czego chciałem.

Gdy się odwróciłem, przez chwilę, odrobinę za długą, wpatrywał się w moje oczy i powiedział, że nigdy nie widział tak pięknych i magicznych oczu jak moje, i kilkakrotnie powtarzał, że mnie lubi. Co za stary gracz. Przeszliśmy do sypialni i zostałem na noc w jego ogromnym łóżku. Następnego ranka musiałem wyjść wcześnie, gdy prowadził służbową rozmowę, więc wymknąłem się po cichu i po prostu mu napisałem małe pożegnani. Trochę się zasępił/rozgniewał/rozczarował — powiedział, że powinienem był się z nim pożegnać, żeby mógł mnie porządnie pocałować. Coś nowego dla mnie, bo gdy pan M. miał spotkania online z pracy, musiałem być niewidzialny, cichy i udawać, że nie istnieję. Może po prostu się do tego przyzwyczaiłem i nie zdawałem sobie sprawy, że inni faceci mają inne priorytety.

Pojechałem do niego następnego dnia i znowu zostałem na noc. Wtedy Ulrik nieumyślnie otworzył w mojej głowie małe pudełko zatytułowane Wspomnienia pana M. Gdy wybierałem film do wspólnego oglądania na Netfliksie, zobaczyłem wszystkie filmy i seriale, które oglądałem nie tak dawno z panem M. Niedokończone seriale albo nowe sezony tych, które razem zaczęliśmy. Po prostu wrócił mi do głowy i nie mogłem go stamtąd wygnać. Co gorsza, zacząłem porównywać do inego Ulrika.

Dłonie pana M. były duże i szerokie, podczas gdy dłonie Ulrika były raczej szczupłe i wyglądały, jakby nigdy nie wykonywały żadnej fizycznej pracy. Pan M. był wyższy ode mnie, Ulrik według swojego profilu na Tinderze powinien być, ale był nieznacznie niższy. Jego ramiona nie były tak duże i silne, pocałunki były inne, dotyk — szorstki. Mimo to nadal chciałem dać temu szansę i zobaczyć, dokąd to zmierza. Niestety po drugiej randce — tej, podczas której powiedział, jak cudownie jest mieć mnie w domu, gdy wraca z pracy, i kilkakrotnie powtórzył, jak bardzo mnie lubi — stał się trochę zdystansowany. Odwołał naszą trzecią randkę, a potem wyjechał do Meksyku na miesiąc, na Boże Narodzenie. I w zasadzie tyle — mieliśmy kolejną dramę i gdy wrócił, zobaczyłem go na Grindrze szukającego innej zabawy.

Wtedy od razu wrócił Mason i mieliśmy kolejnych kilka tygodni świetnego kontaktu. Cały czas mi prawił komplementy, mówił, jaki jestem przystojny, od razu dostrzegł moje kompleksy. Zauważył sposób, w jaki robię selfie, i przywołał mi na myśl pana M. — tak jak Ulrik, ale inaczej. Mason powiedział mi dokładnie to samo, słowo w słowo, co pan M. mówił mi na początku naszego związku, gdy był we mnie zakochany: Gdybyś tylko mógł zobaczyć siebie moimi oczami. Gdybyś tylko wiedział, jak bardzo cię pożądam, gdybyś tylko wiedział, jaki jesteś atrakcyjny, gorący i seksowny. Wnioski? Mason i pan M. albo stosowali ten sam tandetny tekst na podryw, albo byli w tych słowach autentycznie szczerzy. Tak czy inaczej, w ostatecznym rozrachunku to nie ma znaczenia. Pewnego dnia Mason niespodziewanie mnie zignorował — po prostu nie odpowiedział na jedną z moich wiadomości, a potem ja już więcej do niego nie napisałem. Obaj po prostu zamilkliśmy. Może zdał sobie sprawę, że to niemożliwe, skoro jestem w Warszawie, dziewięć stref czasowych przed nim i mam tu swoje życie. Że nawet gdyby nasza wirtualna więź cudownym trafem przełożyła się na realne życie, jedyną opcją byłoby widywanie się w Nowym Jorku lub innym mieście przez kilka dni co kilka miesięcy.

Z obydwoma szło dobrze, gdy nagle się skończyło. Wtedy dotarła do mnie święta prawda — jeśli facet jest po czterdziestce i od wielu lat jest sam, choć naprawdę szuka związku, uciekaj. Należałoby to udowodnić naukowo: coś z nim musi być nie tak. Kiedyś mówiło się, że jeśli facet ma trzydzieści lat i jest nadal sam, coś jest z nim nie tak, ale teraz, gdy trzydziestka to jak dawniej dwudziestka, poprzeczka poszła nieco wyżej. Moim zdaniem, jeśli ktoś szuka miłości i związku, prędzej czy później je znajduje. Ale co jeśli szuka od wielu lat i wciąż jest sam? Musi być ku temu powód, i leży on po jego stronie. Nie można zrzucać winy na pecha ani na „wszystkich innych".

Kolejna rzecz — zdałem sobie sprawę z istnienia nowego, nieznanego mi dotąd typu mężczyzn. Nazwałbym ich poszukiwaczami. Umawiają się, mówią, że szukają miłości, poważnego związku, sami do ciebie piszą, po czym łączy was natychmiastowa chemia i spotykacie się kilka razy. Wszystko idzie świetnie, a potem — puf — znikają. Dlaczego? Zaczynasz się zastanawiać. Czy coś zrobiłeś nie tak? Czy powiedziałeś coś dziwnego? Czy nie jesteś dość atrakcyjny? Czy nie jesteś dość interesujący?

Nie. To nie o ciebie chodzi. To wszystko leży po ich stronie, nie twojej. Z tobą wszystko (chyba) w porządku, za to z nimi jest coś strasznie nie tak. Żyjemy w świecie randek online. Mamy do dyspozycji miliardy opcji. Tak wielu facetów i dziewczyn szuka miłości. Tylu pięknych, mądrych, fascynujących ludzi. Oczywiście chowają się w tłumie psychopatów, dziwaków i dupków, ale są tam gdzieś. Znalezienie ich wymaga czasu, ale jest możliwe. Tylko dla poszukiwacza to nie wystarczy. Trafia na kogoś wspaniałego lub akceptowalnego, wszystko układa się gładko — i co wtedy? Poszukiwacz znika. Wystawia cię do wiatru, szuka wymówek, żeby się nie spotkać, w skrócie: koniec. Bo podczas gdy się z tobą umawiał, poszedł na randkę z kimś innym i ten drugi bardziej go zainteresował. Albo po prostu zaczął pisać do kogoś nowego. Jest jak szczeniak. Widzi cię i jest tobą zachwycony — w danej chwili — ale gdy się odwróci, widzi kogoś nowego. A potem ma już dość, nudzi go lub męczy to nieustanne szukanie związku, więc w końcu postanawia osiadać z pierwszą lepszą osobą, jaka trafi mu pod rękę.

Myślałeś, że nie jesteś atrakcyjny? Widziałeś tę nową osobę, z którą teraz jest, z którą ma psa albo dziecko? No właśnie. Znam mnóstwo wspaniałych ludzi — gorących, seksownych, nieprawdopodobnie mądrych — którzy zostali odrzuceni przez przeciętnych facetów lub dziewczyny, a ci skończyli z kimś, kto wyglądał, jakby uciekł z gabinetu osobliwości. I dobrze, każdy dostaje to, na co zasługuje. Na razie wygląda na to, że w tej chwili zasługuję na umawianie się z jak największą liczbą poszukiwaczy w swoim życiu, bo oczywiście Mason i Ulrik nie byli ostatnimi, którzy do mnie napisali, powiedzieli, że mnie lubią, i na tym skończyło się. Mógłbym więc pomalować sobie twarz jak klaun, bo naiwnie sądziłem, że im zależy — skoro sami tak mówili.

I to wszystko dzieje się, gdy zadaję sobie pytanie, po co w ogóle umawiać się z kimś tylko po to, by gratyfikować własne poczucie wartości. Dlaczego czuję się niepełny, dlaczego potrzebuję kogoś, na kim mógłbym się oprzeć. Dlaczego musi być duży, z ramionami jak młode drzewa albo z masywnym udami, które mogą przyjemnie ścisnąć moją głowę, gdy moje usta są zajęte. Dlaczego mój nastrój zależy od obecności lub nieobecności facetów w moim życiu. Cóż — oczywiście pierwszym powodem była chęć jak najszybszego zapomnienia o panu M., ale poza tym: daddy issues.

Jedyny prezent, jaki niektórzy z nas kiedykolwiek dostali od swoich ojców. Dziedzictwo, którego część z nas nie jest nawet świadoma, że je otrzymała. I nawet jeśli skończę z facetem w moim wieku, to wcale nie oznacza, że przepracuję swój kompleks ojca. Mogę dostać to, czego chcę i czego mi brakuje, od każdego faceta — nie chodzi o jego wiek ani wygląd. I nie jestem jedynym z tym problemem. Myśl o tym, ilu ludzi nosi w sobie przeróżne tego rodzaju bagaże, przyprawia mnie o ból głowy. Może każdy z nas jest w jakiś sposób pokręcony? To lekko przygnębiające.

Uświadomienie sobie swojego problemu pomogło mi na jakiś czas skończyć z tatusiami i z randkowaniem w ogóle. Stopniowo traciłem cierpliwość do facetów — blokowałem ich, usuwałem pary lub przestawałem obserwować na instagramie niezwykle łatwo, gdy tylko pojawił się chociaż minimalny red flag albo popełnili najmniejszy błąd. Było ich tak wielu, że mogłem sobie pozwolić na bezlitosność, bo pogodynka wciąż krzyczała It's raining man!, a ja przemakałem do suchej nitki. Warszawa jest w końcu pełna gejów. Mnóstwo ryb w tym morzu — trochę łatwo pomylić je z kawałkami śmieci, ale i tak to spora gromada czekająca na odkrycie.

Jeden wychodził, dwóch wchodziło. Nic nieznaczące rozmowy, które po jakimś czasie się urywały, bezsensowny seks i randki. Znudziło mnie to do tego stopnia, że w końcu znalazłem czas, by pomyśleć o sobie. Zdałem sobie sprawę, że żeby być w szczęśliwym i zdrowym związku z jakimś facetem — a co ważniejsze, z samym sobą — muszę oczyścić głowę i skupić się na sobie. Zacząć pisać, w końcu zrobić ten generalny porządek w moich przepełnionych myślach i stawić czoła temu, czego unikałem. Zamknąć temat jednego faceta, którego przez prawie sześć lat myliłem z ojcem, przez co oboje byliśmy bezgranicznie nieszczęśliwi.

Stawianie czoła swoim lękom, problemom i uczuciom jest trudne. Nie sam akt, ale to, co przychodzi później, gdy w końcu to zrobimy. Wpadłem w ciemne miejsce z mrocznymi myślami, idealizując pana M. i nasz związek. Robiłem się roztkliwiony, użalałem się nad sobą i tęskniłem za nim bardziej niż kiedykolwiek. Musiałem zaakceptować to, co się wydarzyło, uświadomić sobie, że kochał mnie przez kilka lat — a to wspaniałe, bo mogę zacytować Szekspira: I was loved, too — ale potem przestał, co już takie wspaniałe nie jest, lecz jest w porządku.

Nie mogłem nic na to poradzić, mogłem tylko się z tym pogodzić i ruszyć dalej. Ta jedna myśl mi pomogła. Ulga, jaką przyniosła, była oczyszczająca. Był czas, gdy czułem, że nie mam przyszłości, że nic nie ma sensu, że nie znajdę szczęścia. Ale pozwólcie, że zacytuję jeszcze jedną osobę — największą i najbardziej niesamowitą lalkę na świecie — Dolly Parton: If you wanna see the rainbow, you gotta put up with the rain. Naprawdę robi się lepiej. Życie toczy się dalej. A miłość to chaos, ale cóż to za wspaniały chaos.